Artykuły
Publicystyka
Polskie kino znów walczy o historię | Polskie kino znów walczy o historię |
|
|
|
| 08.05.2009. | |
Choć od upadku komunizmu w Polsce minęło już 20 lat, na palcach jednej ręki można policzyć filmy, które podejmowałyby tematy zakazane w PRL. Pocieszające jest, że większość z tych nielicznych utworów powstała w ciągu ostatnich czterech lat.Po transformacji ustrojowej w roku 1989 można się było spodziewać wysypu filmów, które swobodnie opowiadałyby o latach komunistycznej okupacji lub gorączkowym okresie przełomu lat 80. i 90. Niestety, polscy filmowcy albo zajęli się błahą twórczością rozrywkową, albo bez szczególnego powodzenia próbowali kina autorskiego – zazwyczaj poprzez odtwórcze kontynuowanie dokonań Krzysztofa Kieślowskiego bądź kopiowanie stylu modnych reżyserów zachodnich. Co ty wiesz o transformacjiPierwszą poważną próbą filmowego rozliczenia z PRL były „Psy” Władysława Pasikowskiego, które weszły na ekrany kin w 1992 roku. Produkcja zdobyła ogromną popularność i szybko została okrzyknięta pierwszym polskim filmem sensacyjnym obrazem w stylu hollywoodzkim. Kwestie „bo to zła kobieta była” czy „co ty wiesz o zabijaniu?” (oryginalny tekst z filmu brzmiał trochę inaczej, ale akurat taka wersja zrobiła karierę) weszły do potocznego języka Polaków. Bogusław Linda i Marek Kondrat, którzy grali w „Psach” cynicznych esbeków, stali się naczelnymi twardzielami rodzimego kina. Film Pasikowskiego był nie tylko brutalną historyjką o mafijnych porachunkach – opowiadał także o problemach, o których milczeli filmowi krytycy. „Psy” były bowiem barwnym obrazem rodzącej się w bólach III RP. Reżyser niezwykle sugestywnie przedstawiał przemianę esbeków w potentatów narkobiznesu, mogących robić milionowe interesy dzięki swoim międzynarodowym kontaktom z czasów PRL. „Psy” były też pierwszym i chyba, jak do tej pory, jedynym filmem, ukazującym weryfikację esbeków i proces likwidacji komunistycznej bezpieki. Znamienna jest scena, w której grany przez Lindę funkcjonariusz SB Franz Maurer mówi podczas przesłuchania przez komisję weryfikacyjną do jej szefa: „czasy się zmieniają, a pan ciągle jest w komisjach”. Jednym z najbardziej znanych fragmentów filmu jest też scena palenia akt SB, podczas której jej byli funkcjonariusze rozmawiają o werbowanych agentach. „Dzisiaj puszczamy z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość”- mówi jeden z esbeków. Także druga część „Psów” – choć był to już film nastawiony wyłącznie na komercyjny sukces – poruszała tematy, o których w latach 90. pisano na poważnie tylko w niskonakładowych prawicowych pismach. Znani z pierwszej części filmu majorowie milicji rozpoczynają handel bronią z rosyjskimi gangsterami (towar jest szmuglowany później na Bałkany), a Franz Maurer po wyjściu z więzienia wykorzystuje do swoich ciemnych interesów teczki byłych agentów SB (udostępniane mu przez dawnych kompanów z resortu, obecnie wysoko postawionych urzędników). Świat przedstawiony w obu częściach „Psów” jest jakby żywcem wyjęty z późniejszego „Raportu o likwidacji WSI”, tak znienawidzonego przez elity III RP. Może dlatego więc, mimo olbrzymiego powodzenia filmów Pasikowskiego, inni twórcy nie byli skłonni do rozwijania politycznych wątków jego dylogii. Naśladowcy reżysera „Psów” – a także sam Pasikowski w swoich późniejszych filmach – ograniczyli się do bezrefleksyjnego powielania brutalnych postaci, sensacyjnej akcji i pełnego przekleństw języka. Niemodna historia, niewygodne fakty?Byłoby nadużyciem twierdzić, że po 1989 r. nie produkowano w Polsce filmów historycznych. Powstawały za wielkie pieniądze (których, niestety, nie było później widać na ekranie) filmy takie jak „Ogniem i mieczem”, „Quo Vadis?” czy „Stara Baśń”. Były to jednak wyłącznie kolorowe slajdy, których twórcy nie mieli nawet ambicji, by wywołać jakąś szerszą publiczną debatę na temat polskiej historii. Pierwszą próbę zachęcenia filmowców do wypełnienia luk w polskiej kinematografii historycznej podjęto cztery lata temu. W 2006 roku w Muzeum Powstania Warszawskiego prezydent RP Lech Kaczyński wręczył nagrody za scenariusz filmu o powstaniu warszawskim. Liczono, że ten niezwykle atrakcyjny filmowo temat doczeka się wreszcie uczciwej ekranizacji. W tym samym roku minister obrony narodowej Radosław Sikorski zwrócił się do środowiska filmowego z sugestią realizacji filmu o bitwie warszawskiej 1920. Niestety – do tej pory nie rozpoczęto przygotowań do produkcji żadnego z tych utworów. Dlaczego? Ryszard Bugajski, autor słynnego „Przesłuchania”, w wywiadzie dla dziennika „Polska” obarczył winą za taki stan rzeczy Polski Instytut Sztuki Filmowej, który rozdziela państwowe dotacje do kinematografii. „Tam kontrowersyjne scenariusze próbujące dotykać historii najnowszej zwyczajnie przepadają - i nie ma tutaj znaczenia ich jakość” – stwierdził Bugajski.Innym wstrząsającym spektaklem telewizyjnej Sceny Faktu była „Golgota wrocławska”, opowiadająca o doktorancie, który odkrywa w 1994 roku nigdy nie dostarczone rodzinom listy Ślązaków, skazanych na śmierć przez komunistów pod koniec lat 40. „Golgota” jest chyba najbardziej wstrząsającym studium komunistycznego totalitaryzmu, jakie kiedykolwiek można było zobaczyć w Teatrze Telewizji.
Z głośnych spektakli historycznych należałoby wyróżnić także „Inkę Nie ulega wątpliwości, że gdyby świetnie zrobione przedstawienia Teatru Telewizji doczekały się kinowych wersji, dotarłyby do jeszcze szerszego grona widzów i mogłyby stać się wielkimi hitami. Do tego potrzeba jednak nie tylko dobrych chęci, ale i pieniędzy. Reżyser spektaklu „Śmierć Rotmistrza Pileckiego” Ryszard Bugajski robił, co mógł, by jak najatrakcyjniej opowiedzieć o dramatycznym losie polskiego bohatera, ale ograniczenia finansowe były zauważalne na ekranie. Gdyby chcieć podjąć ten temat w kinie – a, przypomnijmy, chodzi o dzieje człowieka, który walczył z bolszewikami, brał udział w kampanii wrześniowej, dał się zamknąć w Auschwitz, gdzie zorganizował konspiracje i skąd następnie zbiegł, walczył w powstaniu warszawskim i został skazany w komunistycznej Polsce na karę śmierci – trzeba by znaleźć jeszcze większe środki finansowe. Kto we współczesnej Polsce dysponuje takimi pieniędzmi? Państwo oraz oligarchowie – niechętni do sponsorowania dzieł, uderzających w ich dawnych partyjnych lub bezpieczniackich kolegów. Cieszy więc, że w ostatnich latach powstały chociaż trzy filmy, poruszające tematy nie tylko zakazane w PRL, ale i niewygodne dla włodarzy III RP. Mowa tu o „Katyniu” Andrzeja Wajdy, „Popiełuszce” Rafała Wieczyńskiego i „Generale Nilu” wspominanego już Ryszarda Bugajskiego. Zwłaszcza utwór Wajdy, choć miejscami nierówny, jest dziełem nie do przecenienia. To nie tylko pierwszy fabularny film o mordzie katyńskim, ale i przekonująca – także dla obcokrajowców – rozprawa z „oswobodzicielskim” mitem Armii Czerwonej. To także sukces wśród najbardziej wpływowych na świecie znawców filmu – „Katyń” zdobył przecież pierwszą od wielu lat dla Polski nominację do Oscara.Najważniejsze chyba jednak, że oba najnowsze filmy historyczne zrealizowane są – tak jak zresztą i „Katyń” – na najwyższym poziomie technicznym i realizacyjnym, przez co podobają się widzom. „Popiełuszko” przyciągnął do kin już 1,5 mln osób i dość nieoczekiwanie wyprzedził w tzw. box-office takie komercyjne hity jak „Kochaj i tańcz” czy „Złoty środek”. Dużą widownię miał także „Katyń” Wajdy – niewykluczone, że podobnie będzie w przypadku filmu Bugajskiego. Wyniki te dobitnie przeczą tezie, że Polacy mają dość grzebania się w komunistycznych „brudach” i nie chcą oglądać filmów o najnowszej historii.
Łukasz Adamski |
|
Poglądy rządu na gospodarkę można podsumować krótko: jeśli to żyje, opodatkuj to. Jeśli nadal ma się dobrze, ureguluj to. Jeśli przestanie funkcjonować, wprowadź subsydia- Ronald Reagan |
Łukasz Adamski ( Fronda) vs Robert Biedroń ( KPH)
| Strona Główna |
| O mnie |
| Artykuły |
| Przyjaciele |
| Linki |
| Kontakt |
| Szukaj |