Z Markiem Jurkiem rozmawia Łukasz Adamski
Niedawno na Uniwersytecie kardynała Stefana Wyszyńskiego odwołano (po protestach Gazety Wyborczej) dyskusję z udziałem dr. Paula Camerona, który otwarcie mówi o homoseksualizmie jako o dewiacji. Kilka dni temu przyznano doktorat honoris causa na katolickim Uniwersytecie Notre Dame aborcjoniście Barackowi Obamie. Czy katolicy, którzy powinni walczyć z cywilizacją śmierci dają sobie coraz częściej zakładać na usta kaganiec poprawności politycznej?
To fatalna decyzja UKSW. W czasie gdy Ojciec Święty jest atakowany przez polityczne środowiska homoseksualne – polski katolicki Uniwersytet zamiast solidarności z Papieżem, przyjęcia na siebie części kierowanych przeciw nemu ataków, ulega naciskom Gazety Wyborczej. Natomiast decyzja władz Notre Dame wywołała duże poruszenie w amerykańskim życiu katolickim. Amerykańscy biskupi apelowali wiele razy, by nie honorować na uczelniach katolickich osób publicznie występujących przeciw prawu moralnemu. Barack Obama już pierwszym aktem swojej prezydentury przywrócił finansowanie antyludnościowych programów ONZ. Oba wydarzenia potwierdzają raz jeszcze potrzebę katolickiego nonkonformizmu. Musimy zawsze pamiętać, że zasady Dekalogu są bardziej realne od politycznego matrixa.
Ale część katolików popiera tzw. kompromis aborcyjny…
Wielu ludzi zapomina o tym, że w Evangelium Vitae Jan Paweł II zobowiązał nas nie tylko do obrony życia, ale wyraźnie powiedział, że żadnemu katolikowi nie wolno aprobatywnie wyrażać się o prawie aborcyjnym. A u nas, niestety, apologetów „kompromisu życia” nie brakuje.
Stany Zjednoczone były do niedawna dla ruchów pro-life ostatnią ostoją normalności. Mimo kontrowersji związanych z prezydenturą Georga W. Busha, należy pamiętać, że był on wielkim obrońcą życia nienarodzonego. Teraz zaś prezydentem jest człowiek, który głosował w Senacie za aborcją przez częściowe urodzenie, czyli najbardziej barbarzyńską formą eksterminacji nienarodzonych dzieci . Czy wybór Obamy zlaicyzuje Amerykę?
Do tej pory istniała zasadnicza różnica między Zachodnią Europą a Stanami Zjednoczonymi. Wybór Obamy ją zmniejsza, ale nie znosi. W USA widzieliśmy na wielką skalę ruch oporu wobec kontrkultury śmierci. W Europie zachodniej (za wyjątkiem Irlandii) takiego sporu nie było. Dzisiaj w tym sporze górę biorą przeciwnicy cywilizacji życia. Jednak jestem przekonany, że w Ameryce chrześcijańskie zaangażowanie polityczne nie zgaśnie, bo opinia chrześcijańska jest tam bardzo silna. Jest to oczywiście niewielka pociecha, skoro przez parę lat prawo do życia może w sposób zasadniczy osłabione.
Obama różni się jednak od lewicowych polityków europejskich takich jak np. Zapaterro, ponieważ podpiera swój liberalizm chrześcijaństwem. Dowodem na to są jego słowa: „Chrześcijanin nie może przejść obojętnie wobec ograniczeniu praw kobiet do decydowaniu o sobie” Czy Obama, deklarujący się jako chrześcijanin jest groźniejszy w walce z chrześcijańskimi wartościami niż laiccy politycy europejscy?
Będąc w ubiegłym roku w Hiszpanii miałem wrażenie, że psychologicznie to jest ten sam wybuch wrogości antychrześcijańskiej, jaki Hiszpania przeżyła na początku lat 30- tych ubiegłego wieku, że to ta sama rewolucja – tyle, że dziś kontrrewolucja jest bez porównania słabsza. Sytuacja w Hiszpanii jest bardzo poważna. Natomiast w Ameryce czas pokaże czy silniejsze okażą się działania prezydenta Obamy odrzucającego cywilizację życia, czy zaangażowania jej obrońców. Pierwszym testem będą pewnie wybory do Kongresu w przyszłym roku. Natomiast obie sprawy pokazują konieczność zaangażowanej ortodoksji na wszystkich płaszczyznach życia. Najważniejsza jest w planie wiary. Każdy świadomy chrześcijanin powinien wyznawać wiarę Kościoła, a nie swoje mniemania. Natomiast zaangażowana ortodoksja musi mieć też niezbędny wyraz na planie moralnym i po prostu bronić sprawiedliwości, dobra wspólnego i natury ludzkiej, takiej jaka jest. Zamęt w świecie chrześcijańskim nie zwalania nas z odpowiedzialności, przeciwnie – zwiększa ją.
Bibiana Aido, hiszpańska minister ds. równouprawnienia, stwierdziła wprost, że „13-tygodniowy płód jest żywą istotą, ale nie istotą ludzką” po czym dodała, że dla niej życie ludzkie nie ma żadnej wartości do czasu narodzin. To już jawna kpina z życia ludzkiego.
Aborcjonizm jest najgroźniejszą ideologią dyskryminacji, z jaką mamy dzisiaj do czynienia. Najgroźniejszą, bo najbardziej wpływową.
Może to dziedzictwo nazizmu? W końcu oni również propagowali na podbitych terenach aborcję, eutanazje…
Można tu dostrzec pewne pokrewieństwo. Mam na myśli podejście eugeniczne, różnicujące wartość życia ludzkiego. To związane z darwinizmem czy nietzscheanizmem społecznym przekonanie, że człowiek żyje po to, żeby życia „używać”, a skoro nie ma do tego zdolności – jego życie jest niepełnowartościowe. To całkowicie sprzeczne z podejściem chrześcijańskim, które docenia wagę siły, ale siły chroniącej słabych. W chrześcijaństwie słabość jest pełnowartościowa i zasługuje na obronę. Nie jest czymś, co dyskwalifikuje. Allan Bloom w „Zamkniętym umyśle” opisał jak bardzo współczesna kontrkultura ma źródła nietzscheańskie, jak bardzo jest oparta na idei nadczłowieka i jak wychodzi poza wszystko, co do tej pory uważaliśmy za humanizm. Nawet tam, gdzie humanizm odchodził od chrześcijaństwa, zachowywał z nim genetyczne związki i funkcjonował w paradygmacie chrześcijańskim. Natomiast dominująca dziś ideologia coraz bardziej zrywa z uniwersalizmem i znosi moralne ograniczenia jednostkowych roszczeń. Trzeba się temu przeciwstawić nie dlatego, że nam ten sposób myślenia nie odpowiada, ale dlatego, że zagraża innym ludziom.
Chyba paradoks leży w tym, że to co dla nazistów było sposobem na eksterminacje ludności, dla aborcjonistów jest prawem człowieka.
Zasadniczym sporem współczesności jest spór między opartą na Dekalogu cywilizacją ukształtowaną przez Objawienie chrześcijańskie, a naturalizmem głoszącym kult zdrowia, młodości, przyjemności i konsumpcji. Trzeba mu przeciwstawić na nowo cywilizację chrześcijańską, której społeczną istotę pokazał Jan Paweł II poprzez idee cywilizacji życia i praw rodziny. Szkoda, że ciągle jeszcze trzeba przekonywać ludzi o znaczeniu ustrojowym tych zasad. Nie chodzi tak naprawdę tylko o poszczególne, oderwane wartości, ale o zasadę ustrojową, która przywraca prymat dobra wspólnego, zawierającego się w naturze ludzkiej.
Zawsze przy rewolucji antychrześcijańskiej pojawiał się jakiś kontrrewolucjonista, który ją zduszał za pomocą przemocy. Czy jest w ogóle możliwe pokonanie cywilizacji śmierci demokratycznymi metodami?
Absolutnie konieczne jest budowanie opinii publicznej, a demokracja to porządek, który uprzytamnia jej uniwersalne znaczenie. Najlepszy ład społeczny nie przetrwa w oderwaniu od społeczeństwa. Marzycielstwo o tym, że genialna jednostka czy ruch polityczny zwolni nas z naszej odpowiedzialności społecznej jest wielkim i groźnym w skutkach złudzeniem. Trzeba kształtować chrześcijańską opinię publiczną i trzeba to robić w konfrontacji z kontrkulturą śmierci. Problem polega na tym, że bardzo wielu chrześcijan żyje uwięzionych w matrixie, nie zdając sobie sprawy, że nawet osobiste wystąpienie na rzecz ładu moralnego już buduje opinię publiczną i zmienia sytuację społeczną. Tym bardziej wspólne i solidarne działanie. Zamiast marzyć o jednorazowych i masowych zmianach – musimy po prostu wytrwale i solidarnie działać, gdy trzeba – idąc po prąd. Marzenia o śpiących rycerzach, którzy się zbudzą i zrobią to za nas – jedynie usypia naszą odpowiedzialność.
DEBATA nr 21
|